sie
18
2010
0

Uzależnienie od zakupów

W notce o powodach, dla których robimy zakupy wspomniałam o tym, że czasem wydawanie pieniędzy wymyka się spod kontroli i staje nałogiem, podobnym do pracoholizmu czy patologicznego hazardu. Jedną z cech wspólnych nałogom jest to, że często wydaje nam się, że mamy wszystko pod kontrolą, podczas gdy jesteśmy już uzależnieni. A więc kiedy zakupy stają się nałogiem? Susan McElroy z Cincinnati University sformułowała w 1994 roku następujące kryteria patologicznego kupowania: (więcej…)

lut
28
2010
0

Dlaczego kobiety są lepszymi inwestorami?

Kobiety mają wyższą awersję do ryzyka i rzadziej inwestują w bardziej ryzykowne instrumenty finansowe, czy to bezpośrednio na giełdzie, czy w bardziej agresywne fundusze inwestycyjne. Panie wolą bezpieczne lokaty od niepewnej giełdy: w zależności od źródła, inwestorek na warszawskiej giełdzie jest od dziesięciu do kilkunastu procent. Ale jeśli już kobiety inwestują to, jak twierdzą Brad Barber i Terrance Odean, robią to lepiej niż mężczyźni. Zobaczmy, co odkryli ci dwaj amerykańscy badacze: (więcej…)

Autor: Diana w: Inwestycje,Kobiety i meżczyźni |
lut
21
2010
4

Ile jest warta praca w domu?

Dzisiaj temat trochę nietypowy, bo napiszę o pieniądzach, których – pozornie – nie ma. O wynagrodzeniu za pracę, którego się nie wypłaca.  Którego nie odzwierciedla PKB. A przecież, jeżeli czegoś nie można policzyć, to się nie liczy, prawda? O jakiej pracy mówimy? O pracy wykonywanej  w domu.
Na przestrzeni ostatnich paru miesięcy w różnych miejscach (Polityka, Gazeta Wyborcza, Onet, wp.pl) pojawiły się na ten temat artykuły. Związane jest to, jak sądzę, z inicjatywą Fundacji MaMa sporządzenia Listy Czynności Domowych, czyli opisu tego, co naprawdę robi gospodyni domowa w Polsce, a co zazwyczaj jest niedostrzegane i lekceważone. Kobiety (bo zazwyczaj, z bardzo nielicznym wyjątkami, są to kobiety), które prowadzą gospodarstwa domowe, nie są darzone szacunkiem. Z lekceważeniem nazywa się je kurami domowymi. Mówi się, że „siedzą“ w domu, chociaż akurat siedzenia w pracach domowych jest najmniej. No chyba że przez chwilę na stołeczku podczas obierania ziemniaków, pod warunkiem, że nie trzeba się będzie nagle zerwać, żeby pobiec do pociechy, która właśnie chce przewrócić na siebie telewizor. (więcej…)

Autor: Diana w: Kobiety i meżczyźni |
lis
29
2009
0

Jak rozmawiać o pieniądzach, żeby się nie pokłócić?

couple-fightingZgodnie z obietnicą dzisiaj krótki poradnik o tym, jak rozmawiać o pieniądzach, żeby się nie pokłócić:

1. Wybierz czas i miejsce. Zbyt często początek rozmowy wygląda tak: „MUSIMY porozmawiać (w domyśle ’natychmiast’) ”. Tymczasem partner może być zmęczony albo wściekły po rozmowie z szefem, a poza tym pewnie też chciałby się do tej rozmowy przygotować. Lepiej zacząć na przykład tak: „Chciał/a/bym porozmawiać o naszych wydatkach. Czy możemy teraz? (a jeśli nie, to kiedy?)”. Raczej nie rozmawiajcie późno w nocy, lepiej też, żeby nikt Wam nie przeszkadzał (np. dzieci). Miejsce: gdziekolwiek, byle nie w łóżku ;-)

2. Ustal zasady. Podstawowe to: jeśli jedna osoba mówi, to druga nie przerywa, nie obwiniamy się nawzajem, staramy  się trzymać emocje na wodzy, zaczynamy i kończymy mówiąc przynajmniej jedną pozytywną rzecz o tym, jak partner radzi sobie z pieniędzmi, a przede wszystkim (to będzie najtrudniejsze!) rozmawiamy TYLKO o pieniądzach.

3. Na początek wybierzcie 1-2 tematy, o których będziecie rozmawiać. Następnym razem przedyskutujecie kolejne.

4. Unikaj słów: zawsze, nigdy, powinieneś, musisz. Lepiej powiedz: ‘a może byśmy’, ‘ważne jest dla mnie…’, ‘chciałabym…’.

5. Zmiany wprowadzaj powoli. Nie próbuj przedyskutować i zmienić wszystkiego na raz. Małe kroki są zazwyczaj skuteczniejsze.

6. Bądź konkretny/a. Podawaj konkretne kwoty i terminy, np. „Chciał/a/bym, żeby w ciągu roku nasze dochody/oszczędności zwiększyły się o … zł”.

7. Eksperymentujcie. Zaproponuj, że wypróbujecie coś przez 2-3 miesiące i zobaczycie, jak to działa. Potem możecie wprowadzić poprawki, albo – zrobić coś zupełnie innego.

8. Pochwała czyni cuda. Chwalmy naszych partnerów, przecież na to zasługują.

9. Zaufaj swojemu partnerowi. On/a też chce dla Was jak najlepiej.

10. Nie zrażaj się. Wprowadzanie zmian nie jest łatwe. Namówienie na zmianę jest jeszcze trudniejsze.

11. Wypróbuj różne metody. Metoda ‘zdartej płyty’ jest jedną ze skuteczniejszych, ale nie jedyną.

12. Szczególnie na początku warto zapisać to, co ustaliliście.

13. Postarajcie dotrzeć do potrzeb, które stoją za Waszymi zachowaniami, nawykami czy pragnieniami, a następnie poszukajcie twórczych sposobów na ich zaspokojenie.

14. Nie zmienisz partnera nie zmieniając siebie.

Autor: DianaAdmin w: Kobiece finanse,Kobiety i meżczyźni |
lis
11
2009
0

Równouprawnienie w domowych finansach?

woman-men-moneyZ racji prowadzenia warsztatów finansowych dla kobiet wysłuchuję ostatnio wiele ciekawych historii o tym, jak pary dzielą finansowe obowiązki w swoich związkach. Kto zarabia, kto za co płaci, kto oszczędza i inwestuje. Niektóre historie są pozytywne i godne naśladowania, inne – nie bardzo. Poniższy wybór jest subiektywny i niekoniecznie reprezentatywny dla większości polskich par. Stanowi jednak ciekawy materiał do przemyśleń – i przyjrzenia się swojemu związkowi.

Moje pierwsze spostrzeżenie jest takie, że chociaż pary dzielą za sobą stół i łoże, zaskakująco często nie dzielą ze sobą kasy. Więcej – nawet o tej wspólnej (?) kasie nie rozmawiają. Dosyć powszechne jest na przykład utrzymywanie osobnych rachunków. Potem z tych osobnych rachunków ona płaci za tzw. codzienne zakupy, a on za te większe, okazjonalne. Codzienne zakupy nie wydają się dużym obciążeniem, ale tu 20 zł, tam 50 zł i zbiera się całkiem pokaźna kwota (ale mało kto dokładnie wie jaka, bo kto by notował te wszystkie wydatki). Ona więc wydaje pieniądze na co dzień, on od czasu do czasu, ona być może w sumie więcej, ale jego wydatki są bardziej spektakularne. Ona zarabia mniej, wydaje dużo, w związku z czym nie ma już na oszczędzanie, za to on, i owszem oszczędza i inwestuje. Ona nie ma pojęcia o jego inwestycjach, dopóki nie dowie się, że właśnie stracili 50 tys. na giełdzie.  

Czy jeśli to kobieta zarabia więcej od mężczyzny, jest w lepszej sytuacji? Niekoniecznie. Może mieć wtedy na przykład w domu uroczego artystę-lekkoducha, który jest ponad te przyziemne problemy i wspaniale czuje się będąc na utrzymaniu żony. Albo niedoszłego biznesmena-fantastę, który ma mnóstwo, często świetnych pomysłów na zarobienie pieniędzy, tylko jakoś żaden z nich nie doczekał się nigdy realizacji.

Najgorzej jest jednak, kiedy ona nie pracuje. Dosyć powszechne jest wtedy wydzielanie kobiecie przez mężczyznę konkretnej kwoty miesięcznie. Oczywiście mężczyzna nie robiąc codziennych zakupów nie bardzo się orientuje, co ile kosztuje, w związku z czym wydzielana kwota nijak się ma do wydatków. Kłótnie z serii ‘ale na co ty tyle wydajesz?’ są więc na porządku dziennym. Inna opcja: ona po prostu prosi go o pieniądze, kiedy już wyda to, co dostała wcześniej. Czuje się jednak poniżona koniecznością proszenia, więc zwleka z prośbą, jak długo się da. Zdobywa się wreszcie na odwagę i prosi go tuż przed jego wyjściem do pracy. On akurat nie ma gotówki,  więc słyszy ‘to nie będziesz dziś jadł obiadu!’. Murowany patent na kilka cichych dni. Bywa i tak: on daje jej kartę do swojego rachunku. Niby wszystko fajnie, ale w ten sposób on dokładnie kontroluje wszystkie jej wydatki, natomiast ona  zupełnie nie ma pojęcia, ile i na co on wydaje. Warto też pamiętać, że czas, kiedy kobieta nie pracuje jest z punktu widzenia wysokości jej przyszłej emerytury czasem straconym. Wypadałoby, żeby w tym czasie odkładała na III filar, ale niestety nie jest to powszechnym rozwiązaniem. Zazwyczaj jest jak wyżej – to on oszczędza.

Ale są też fajne historie. Znam na przykład parę, w której mąż wypłacał żonie na wychowawczym taką pensję, jaką zarabiała przed urodzeniem dziecka aż do momentu, kiedy wróciła do pracy. W dodatku sam to zaproponował! Inny wypłacał ¾ pensji i to także jest jak najbardziej w porządku. Jeśli z powodu zaprzestania pracy przez kobietę dochód gospodarstwa domowego się zmniejsza, to oboje powinni ponieść tego konsekwencje. Czyli jeśli ona nie może się umówić z koleżankami w kawiarni, bo ich nie stać, to on też nie chodzi z kolegami na piwo.

Jaka jest moja recepta na te wszystkie problemy? Pierwsza jest oczywista: wspólny rachunek, do którego oboje mamy dostęp oraz podgląd na to, co się na nim dzieje. Jeśli para z różnych powodów nie decyduje się na wspólny rachunek wystarczy otworzyć trzeci i wpłacać na niego środki na wspólne wydatki (po uprzednim precyzyjnym określeniu, które to są) – proporcjonalnie do zarobków. A kiedy jedna osoba nie pracuje? W takiej sytuacji dochody osoby pracującej uznajemy za wspólne dochody gospodarstwa domowego i pod koniec miesiąca to, co zostanie dzielimy na pół, po czym każdy robi, co mu się podoba: wydaje, oszczędza, pełna dowolność; radziłabym jednak choć  trochę oszczędzać.

Proste? Wystarczy porozmawiać. I to już nie jest takie proste…

O tym, jak rozmawiać o pieniądzach – w następnej notce.

Kobieta Niezależna Mama w Centrum kosmetyka, uroda, zdrowie

Design by Joe Fischler