Fakty i mity. Wizualizacja.
Po mojej notce o listach zakupowych przyszło mi do głowy, że funkcjonuje wiele przekonań, nie tylko w temacie finansów osobistych, ale szerzej w dziedzinie samorozwoju, które przy bliższym przyjrzeniu okazują się niestety tylko mitami, w dodatku czasem szkodliwymi. Postanowiłam więc rozpocząć nowy cykl, „Fakty i mity“.
Dzisiejszy temat nie dotyczy tylko finansów osobistych, ale w ogóle osiągania celów. W setkach poradników, a także w internecie, znajdziemy wiele porad na temat tego, jak osiągnąć na przykład nasze cele finansowe poprzez wizualizację. Porady te bywają bardzo szczegółowe: jeśli na przykład moim celem finansowym jest nowy dom, samochód, czy emerytura pod palmą na Wyspach Kanaryjskich, to ekspert radzi mi, abym wyobraziła sobie ten cel w najdrobniejszych szczegółach i wykorzystując wszystkie zmysły. Jeśli wizualizuję emeryturę, to wskazane byłoby, jak sądzę, poczucie na policzku powiewu kanaryjskiej bryzy znad oceanu lub świeżo przyrządzonych owoców morza z pobliskiej trattorii. Inni proponują wyklejanki lub tablicę korkową ze zdjęciami wymarzonego domu, łącznie z jego wyposażeniem, czy samochodu, czyli tak zwaną tablicę marzeń. Wizualizacje możemy dla lepszego efektu połączyć z afirmacjami i oczywiście najlepiej byłoby je robić je codziennie, wręcz w każdej wolnej chwili. I co w tym złego, oprócz tego, że porządna wizualizacja zajmuje czas, bo wymaga pięciu etapów, z których pierwszym jest relaksacja, która sama w sobie może po ciężkim dniu zająć z pół godziny? Za to jakie to przyjemne! Nic nie robię, leżę sobie i myślę o przyjemnościach i dzięki temu niechybnie sprawiam, że się wydarzą.
Problem z wizualizacją celu jest taki, że nie działa. Liczne badania, m.in. Shelley Taylor, Gabriele Oettingen, a w Polsce Magdaleny Marszał-Wiśniewskiej i Wiesława Łukaszewskiego pokazują, że wyobrażanie sobie tylko celu nie ma żadnego wpływu ani na poziom osiągnięć ani na wytrwałość w jego realizacji. Co więcej, jak wskazują badania Oettingen, wyobrażanie sobie samego celu może nas od tego celu oddalić. Tego się nie spodziewaliście, prawda? Można co prawda ten negatywny efekt nieco osłabić kontrastując nasze pozytywne fantazje na temat przyszłości z negatywną teraźniejszą rzeczywistością. Może już nie tak przyjemne, jak skupianie się tylko na atrakcyjnej przyszłości, ale za to skuteczniejsze.
A co rzeczywiście pomaga w osiągnięciu celu? Odpowiedź jest zaskakująca: wizualizacja, ale nie celu, tylko procesu. A więc równie szczegółowo i, czemu nie, z zaangażowaniem wszystkich zmysłów, wyobrażamy sobie, jak krok po kroku wykonujemy czynności, które doprowadzą nas do osiągnięcia celu. Robią to już zresztą od jakiegoś czasu sportowcy, na przykład nasz Adam Małysz. Nie wizualizuje on sobie bynajmniej, jak stoi na podium i macha do fanów. Wizualizuje sobie każdy element skoku, optymalne wykonanie ruchu lub sekwencji ruchów w odpowiednim tempie. I my możemy tak samo. Wyobrażajmy sobie, w jaki sposób będziemy osiągać nasze cele finansowe. Co doprowadzi nas pod palmę w wieku 60 lat (a może wcześniej)? Jakie dokładnie czynności musimy wykonać, dziś, jutro, za rok? To właśnie ma szanse doprowadzić nas dokładnie tam, gdzie pragniemy się znaleźć.
Nie odrzucałabym tak całkiem wizualizacji celu. Myślę, że przydaje się w momencie podejmowania decyzji o realizacji danego celu. No bo w końcu, jeśli sobie dobrze nie wyobrazimy, jaki stan chcemy osiągnąć, to nie będziemy wiedzieć, czy rzeczywiście chcemy go osiągnąć. Może być też wizualizacja celu potrzebna przy spadku motywacji – warto sobie wtedy przypomnieć, jak bardzo atrakcyjne jest to, do czego zdążamy.
Na co dzień jednak wizualizujmy, żmudny czasem, proces dochodzenia do naszego celu. Powodzenia!
Brak komentarzy »
RSS dla komentarzy do tego wpisu. Link do wpisu



