Fakty i mity. Lista zakupowa, czyli dlaczego nie zawsze warto słuchać ekspertów
Dzisiaj miało być o celach finansowych, ale będzie o czymś innym. Do dzisiejszej notki zainspirowała mnie sobotnia audycja w Radio PIN, w której pani przedstawiona jako ekspertka od finansów osobistych, zachęcała m. in. do sporządzania list zakupowych. Nic w tym dziwnego, bo poradę tę można znaleźć w każdej niemal książce, blogu, czy artykule dotyczącym oszczędzania. Idea listy zakupowej jest bardzo prosta: sporządzam w domu listę potrzebnych mi rzeczy, a następnie idę do sklepu i kupuję to, co znajduje się na tej liście, i nic ponad to. Tyle teoria, a praktyka jak zwykle na przekór. Badania pokazują bowiem, że 64% kupujących zazwyczaj lub zawsze bierze ze sobą listę zakupów, ale aż 58% z nich zazwyczaj lub zawsze kupuje coś, co NIE ZNAJDUJE się na liście – i jest to średnio prawie 9 dodatkowych rzeczy.
Jak się nad tym zastanowić, to właściwie nic dziwnego. Przecież nie da się zrobić zakupów z zamkniętymi oczami. A skoro coś widzimy, to nas kusi – ładnie wyeksponowany towar, kolejna promocja, hostessa, u której można czegoś spróbować – i kupujemy, chociaż nie mamy danej rzeczy na liście. Podejrzewam nawet, że w niektórych przypadkach z listą można kupić nawet więcej niż bez niej. Może to dotyczyć np. osób zapominalskich: bez listy zapomniałyby czegoś kupić i się bez tego obeszły, z listą – nie zapomną.
A poza tym, o czym już tutaj pisałam, w dużej mierze nie robimy zakupów dlatego, że rzeczywiście czegoś potrzebujemy, tylko z wielu innych, mniej oczywistych powodów.
Robić więc listę zakupową, czy nie? Odpowiedź jak zwykle brzmi, to zależy. Niektórym lista zakupowa pomoże, dla innych jej posiadanie będzie bez znaczenia, a dla jeszcze innych będzie oznaczała nawet większe zakupy. Jak sugeruje inne badanie, posiadamy pewne nawyki dotyczące sposobu robienia zakupów i sam fakt posiadania listy bądź nie, tych nawyków nie zmieni.
Moja hipoteza jest taka, że osoby ogólnie dobrze zorganizowane i poważnie podchodzące do swoich finansów osobistych i tak robią listy, na papierze lub w głowie, i nawet jeśli kupią coś spoza listy, to nie jest to zakup pod wpływem impulsu. Natomiast osobom, których problemem jest nadmierne wydawanie pieniędzy na rzeczy niekoniecznie potrzebne, lista zakupowa i tak nie pomoże. Oczywiście nie zaszkodzi spróbować, może akurat zadziała, natomiast przedstawianie listy zakupowej jako niezawodnego sposobu na zmniejszenie wydatków jest co najmniej przesadą.
A więc – nie słuchaj ślepo ekspertów, ale eksperymentuj i sprawdzaj, co działa u Ciebie. I znajdź swój własny sposób na kupowanie tylko tego, co rzeczywiście jest Ci potrzebne.
4 Komentarze »
RSS dla komentarzy do tego wpisu. Link do wpisu





Lista zakupów jest potrzebna wtedy, gdy czegoś brakuje w domu, a jest to konieczne do jego sprawnego funkcjonowania. Nie sądzę, żeby taka lista mogła sprawić, że będę kupował mniej. Przytoczone w artykule wyniki badań zresztą to potwierdzają.
). Będąc w sklepie kierujmy się swoimi potrzebami i zdrowym rozsądkiem.
Moim zdaniem na ograniczenie zakupów jest tylko jedna metoda: zdrowy rozsądek. Po co czytać te wszystkie porady na temat ograniczania zakupów? To bez sensu. Stracony czas i prąd (proszę, i już mamy oszczędność
Zawsze powtarzam, że oszczędne życie jest proste. „Jeżeli chcesz być oszczędny, po prostu oszczędzaj. I tyle”.
Bliski jest mi twój tok rozumowania, a zwłaszcza uwaga, że oszczędne życie jest proste. Nie dla wszystkich jednak minimalizm jest atrakcyjną filozofią, wierzę jednak, że każdy może odnaleźć swój sposób na równowagę w finansach, choćby nawet nieco chwiejną:-)
Ciekawe wyniki badań. Ja mimo wszystko staram się robić listy i kupować tylko to, co na nich mam wypisane.
Niestety, statystyki nie kłamią. Za ponad 60% obrotów hipermarketów odpowiadają osoby niezorganizowane, które kupują wszystko to, co im wpadnie w łapki.
Spodobały mi się wypowiedzi z tej strony, są bardzo ciekawe i interesujące. Wróce tutaj jeszcze nie raz.