Uroda za wszelką cenę
Wbrew pozorom dzisiejsza notka wcale nie jest tylko dla kobiet : badania pokazują, że mężczyźni używają coraz większej ilości kosmetyków. A i wizyty u kosmetyczki i chirurga plastycznego też nie są im obce, jak świadczy chociażby przykład znanego prezentera telewizyjnego. A więc, Panowie, czytajcie dalej.
Jakiś czas temu natrafiłam na powyższy obrazek w necie. Pokazuje on, ile dbająca o siebie Amerykanka wydaje w ciągu całego życia na swoją urodę. Oczywiście, że warunki amerykańskie nie są porównywalne z polskimi, a nawet tam prawdopodobnie pokazane kwoty nie dotyczą większości kobiet. Z drugiej strony są niewątpliwie takie kobiety, które wydają w ciągu życia jeszcze więcej niż, uwaga, 450 tys. dolarów na zabiegi związane z urodą. To mniej więcej 1.275.000 złotych! Kobieta w Polsce, czytująca regularnie magazyny kolorowe i pragnąca dorównać pokazywanym i opisywanym w nich kobietom, też ma szansę wydać naprawdę dużo pieniędzy.
Jest w tym zestawieniu kilka punktów, które mnie zaskoczyły. Np. w przedziale wiekowym 8-12 lat – może jestem konserwatywna (zapewne tak), ale czy dziewczynce w tym wieku na pewno potrzebny jest profesjonalny manicure i pedicure? Albo czy w wieku 17-29 lat konieczne jest 6 mikrodermabrazji rocznie? Czy w wieku 25 lat trzeba powiększyć usta (za jedyne 1.246$)? Interesujące jest, jak w poszczególnych przedziałach wiekowych rosną wydatki na kosmetyki. W przedziale 8-12 lat to jeszcze skromne 3900$ rocznie (11 tys. zł), ale dla przedziału 13-29 lat to już ponad pięciokrotnie więcej, czyli 20400$ (prawie 58 tys. zł), w jesieni życia zaś amerykańska kobieta wydaje na same kosmetyki 31200$. Powyżej 50-tki zresztą zadbana Amerykanka wyda na poprawianie urody prawie połowę całej kwoty, czyli ponad 200 tys. $. Jeszcze jeden argument za tym, żeby naprawdę serio zająć się oszczędzaniem na emeryturę;-)
Pomijam już pieniądze, ale kiedy znaleźć na to wszystko czas?!
Przenieśmy się na nasze podwórko. Od dawna mnie intryguje, czy krem za 200 zł jest 10 razy skuteczniejszy niż ten za 20 zł? Lub nawet cztery razy skuteczniejszy niż ten za 50 zł? Lektura kolorowych magazynów nie pozostawia złudzeń. Producenci kosmetyków, a właściwie ich niezwykle twórcze działy marketingowe, niestrudzenie przekonują nas, że ten i tylko ten krem, owoc niezwykle zaawansowanych technologicznie badań i wieloletnich poszukiwań, odejmie nam lat, wyprasuje zmarszczki i niewiarygodnie poprawi samopoczucie. A jeśli krem nie pomoże, to zawsze mamy jeszcze botoks, kwas hialuronowy, mikrodermabrazję, ultradźwięki, i kto wie co jeszcze.
Oczywiście można nadal czytać kolorowe magazyny oraz oglądać telewizyjne reklamy i mieć do siebie pretensje, że się o siebie nie dba. Jeszcze gorzej: życ złudzeniem, że „ech, gdybym tylko robiła regularnie peeling i stać by mnie było na ten reklamowany krem, to moje życie byłoby o niebo szczęśliwsze“. Ale po co, skoro można taniej i przyjemniej? Żeby było jasne: sama lubię czasem coś w siebie wklepać, wmasować, kolor moich włosów też rzadko bywa naturalny. Ale nie dajmy się zwariować.
Niedawno pewna kosmetyczka zdradziła mi sekret. Otóż żaden z wykonywanych przez nią zabiegów, nie daje tak spektakularnych efektów jak: niepalenie, regularny sen i przede wszystkim codzienna dawka ruchu na świeżym powietrzu. 30 minutowy spacer wystarczy i może nawet być na raty: 10 minut z rana z psem, 10 minut w trakcie przerwy na lunch i 10 minut po pracy. To chyba da się zrobić? I co najważniejsze – zupełnie nic nie kosztuje.
Brak komentarzy »
RSS dla komentarzy do tego wpisu. Link do wpisu




